Jaką wybrać kurtkę zimową?

Cześć Dziewczyny!
Już prawie jesień, a nim się obejrzymy przyjdzie do nas zima. Jest to taką porą roku, do której trzeba się mocno przygotować i zaopatrzyć w dobrą kurtkę zimową czy buty. O ile z butami nie mam problemu – pokazywałam Wam je kiedyś na blogu. Są mega wygodne i bardzo w nich mi ciepło. Dylemat pojawia się w wyborze odpowiedniej kurtki zimowej. Jednak wyboru jest naprawdę sporo, bo w sezonie JESIEŃ – ZIMA 2018/19 modnych będzie wiele modeli!
KOŻUCHY
Uwielbiam! Odpowiednio dobrane dodają niesamowitej elegancji. Najmodniejsze będą krótkie modele, które przypominać będą ramoneski zapinane na suwak lub guziki. Także dłuższe modele za pupę, przypominające góralskie kamizelki świetnie będą wyglądały. W mojej szafie jeden taki model wisi

KRATA
Wzór ponad czasowy. Moim zdaniem najlepiej wygląda w taliowanych płaszczach przed kolano i takiego właśnie będę poszukiwać.

KURTKI W ODCIENIU NUDE
Nude to kolor, który chyba nigdy nie wyjdzie z mody. Pasuje prawie każdemu. W tym sezonie będą liczyć się proste modele eleganckie czy z ozdobnymi geometrycznymi kołnierzami. Pamiętam outfit Księżnej Megan, gdzie do wiązanego nude płaszcza dobrała buty, torebkę oraz nakrycie głowy w koloru karmelowym, całość wyglądała przecudownie!

PUCHÓWKI
To zdecydowanie najbardziej uniwersalny model. Zarówno dla młodszych, jak i starszych. Postawiłam w tym roku na puchówkę w moro princie.

PANTERKA
Ze wszystkich moich dzisiejszych propozycji, panterka podoba mi się zdecydowanie najmniej. Mam o niej swoje zdanie, chociaż wiem, że wiele z Was ją uwielbia. Jednakże odpowiednio dobrana z świetnym, eleganckim obuwiem może wyglądać interesująco.

A Wy już wybrałyście swoje kurtki zimowe? Na co stawiacie w nadchodzącym sezonie?
Czytaj dalej »

Lily Lolo - kosmetyki i pędzel

Cześć Dziewczyny!
Kosmetyki Lily Lolo towarzyszą mi już od dłuższego czasu. Przy mojej problematycznej cerze nie ma mowy o drogeryjnych, ciężkich i napakowanych chemią podkładach, korektorach czy bronzerach. Kolorówka Lily Lolo pozwala osiągnąć mi naprawdę świetny efekt, a przy tym nie zatruwać mojej skóry. Na dziś przygotowałam dla Was recenzję aż pięciu produktów, a są to: podkład mineralny, korektor mineralny, bronzer prasowany, kredka do brwi i pędzel.


podkład mineralny - popcorn
Podkład o średnio-jasnym odcieniu w ciepłym kolorycie. Posiada naturalny filtr przeciwsłoneczny SPF 15. Jeden z najchętniej kupowanych średnio-jasnych odcieni podkładu.
SKŁAD: MICA, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]
Podkład pełnowymiarowy znajduje się w plastikowym słoiczku z dziurkami na wieczku, które umożliwiają wysypanie na nakrętkę odpowiedniej ilości produktu. Wieczko jest przesuwane, dzięki czemu podczas np. podróży nic nie wysypie się. Ja się o tym dowiedziałam dopiero wtedy, gdy część podkładu zakupionego wcześniej znalazła się w większej ilości na nakrętce.
Kolor, który wybrałam to Popcorn. Jest on utrzymany w w ciepłych tonach. Pomimo że moja skóra jest na twarzy dość jasna, odcień ten nadal jest nieco za jasny. Nakładam zawsze jak najmniejszą ilość ruchami omiatającymi twarz, a nie stemplującymi, dzięki czemu nie jest to aż tak zauważalne.
Mam nadzieję, że gdy w końcu przyjdą nieco chłodniejsze dni, a moja twarz przestanie, nawet w minimalnym, stopniu się opalać to wróci do swojego pierwotnego kolorytu. Tym bardziej, że na jesień, gdy mocne słońce zacznie odpuszczać, mam w planach zabiegi z kwasami. Teoretycznie, z tego co pamiętam mam jaśniutką cerę. Może nie jest ona alabastrowa, ale zazwyczaj ciężko było dobrać mi odpowiedni odcień podkładu, ponieważ wszystkie były za ciemne. Tutaj niestety jest na odwrót. Mimo to myślę, że na zimę będzie idealny.
Jego krycie określiłabym jako średnie, jednak można je budować. Ja, jak Wam wspomniałam, tylko omiatam skórę, ale jeśli zależałoby Wam na mocnym kryciu polecam stemplować pędzlem podkład. U mnie się to nie sprawdza, ze względu na bardzo tłustą cerę, dlatego jestem zdania że im mniej tym lepiej, natomiast fajnie sprawdza się położony na bazę. U mnie bazą jest transparentny puder matujący także z tej firmy, dzięki czemu najpierw zmatuję twarz, później nałożę podkład i ponownie puder dla utrwalenia efektu. Nie używam mgiełki utrwalającej.


korektor mineralny - nude 

Średnio-jasny korektor, który świetnie sprawdzi się przy tuszowaniu skaz i wyprysków skórnych. Korektory mineralne najlepiej aplikuje się przy pomocy pędzelka do korektora Lily Lolo. Odcienie podkładów, z którymi Nude współgra kolorystycznie to: Barely Buff, In the Buff, Popsicle, Popcorn i Butterscotch.

Dzięki zawartości kaolinu (znanego również pod nazwą glinka porcelanowa) Nude daje długotrwałe krycie. Będziesz zachwycona naturalnym efektem jaki pozwolą Ci uzyskać mineralne korektory Lily Lolo
.
SKŁAD: KAOLIN, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]
Korektor pełnowymiarowy, podobnie do podkładu znajduje się w plastikowym słoiczku z wieczkiem i nakrętką. Jest on jednak mniejszy. Kolor, który wybrałam to Nude. Tutaj, jeśli chodzi o kolorystykę trafiłam idealnie. Ładnie wygląda na mojej twarzy. Świetnie zakrywa zarówno cienie pod oczami jak niedoskonałości. Dobrze komponuje się z podkładem. W ciągu dnia zależy mi na tym, aby wszystko co powinno być zakryte, takie było. Nude zapewnia mi to w 100%.
Aplikuję go zazwyczaj pędzelkiem. Lubię puchate pędzle i to nimi najlepiej mi się pracuje. Można go nałożyć także palcem, chociaż zauważyłam, że wtedy ten efekt jest bardziej nienaturalny i przerysowany, a ja naprawdę wolę delikatność w swoich makijażach.


naturalny zestaw do konturowania twarzy - Sculpt & Glow Contour Duo
Sculpt & Glow Contour Duo - zestaw do modelowania twarzy - bronzer + rozświetlacz
Zestaw Sculpt & Glow Contour Duo to sposób na pięknie rozświetloną skórę, doskonale zaakcentowane kości policzkowe oraz wykonturowaną twarz.

SKŁAD: MICA, OCTYLDODECANOL, ARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OIL, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) SEED OIL, CANDELILLA CERA, TOCOPHEROL, RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL, POLYGLYCERYL-2 SOSTEARATE/DIMER DILINOLEATE COPOLYMER, GLYCERYL CAPRYLATE, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL. LEPTOSPERMUM SCOPARIUM (MANUKA) OIL, SODIUM HYALURONATE, ERYNGIUM MARITIMUM CALLUS CULTURE FILTRATE, [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE]
Ze względu na to, że powierzchnia mojej skóry jest nierówna unikam bronzerów czy konturowania. O ile z daleko wygląda to całkiem ok, to z bliska widać te nierówności, które chcę zniwelować kwasami, i bardzo mnie to drażni. W związku z tym do wszystkich bronzerów, róży, a broń Boże rozświetlaczy podchodzę sceptycznie. Nic więc dziwnego, że tak samo było w przypadku tego kosmetyku.
Paletkę do konturowania znajduje się w opakowaniu, które jest naprawdę dobrze zrobione. W tym przypadku nie muszę obawiać się, że mi się otworzy, a całość albo rozkruszy, albo poniszczy. Cieszę się, że jest lusterko, bo zestaw ten mam zamiar zabierać ze sobą na zajęcia, gdzie w ciągu dnia na pewno wykonywane będą zabiegi.
Moje sceptyczne podejście zmieniło się po pierwszej aplikacji. Owszem może i moja skóra nie jest idealna, a na razie nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek taka będzie, ale ten zestaw polubiłam. Bronzer świetnie wpasowuje się w kolor mojej cery. Nie jest ani za pomarańczowy, ani za brązowy. Dobrze się z nim pracuje, a ja używam go tylko w celu delikatnego podkreślenia kości. Rozświetlacz, jak dla mnie, jest za delikatny. Czasami wydaje mi się, że naprawdę sporo go nałożę, a i tak efekt końcowy jest subtelny. Szczerze mówiąc nie wiem czy akurat mi to przeszkadza, jednakże wydaje mi się, że dla niektórych z Was, które lubią mega efekt glow, jest on za słaby.


podwójna kredka do brwi - Brow Duo Pencil Medium
Kredka, która umożliwi bardzo precyzyjne podkreślenie brwi. Końcówką kolorową wypełnisz luki między włoskami i nadasz brwiom odpowiedni kształt, końcówka z rozświetlaczem pozwoli natomiast uzyskać efekt optycznego uniesienia całego łuku brwiowego.
SKŁAD: BROW - HYDROGENATED VEGETABLE OIL, COCOS NUCIFERA (COCONUT) OIL, C10-18 TRIGLYCERIDES, COPERNICIA CERIFERA (CARNAUBA) WAX, OCTYLDODECYL STEAROYL STEARATE, EUPHORBIA CERIFERA (CANDELILLA) WAX, MICA, POLYGLYCERYL-3 DIISOSTEARATE, ORYZANOL, TOCOPHEROL, GLYCERYL CAPRYLATE, CI 77499 (IRON OXIDES), CI 77491 (IRON OXIDES), CI 77492 (IRON OXIDES)

HIGHLIGHTER - OCTYLDODECYL STEAROYL STEARATE, MICA, COCOS NUCIFERA (COCONUT) OIL, C10-18 TRIGLYCERIDES, HYDROGENATED VEGETABLE OIL, SYNTHETIC FLUORPHLOGOPITE, COPERNICIA CERIFERA (CARNAUBA) WAX, EUPHORBIA CERIFERA (CANDELILLA) WAX, POLYGLYCERYL-3 DIISOSTEARATE, ORYZANOL, TOCOPHEROL, GLYCERYL CAPRYLATE, SILICA, CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77000 (ALUMINUM POWDER), CI 77491 (IRON OXIDES)
Kredka jest dwustronna. Z jednej jest brązowy rysik, a drugiej rozświetlacz. Swoje brwi najchętniej podkreślam pomadą. Dzięki niej wiem, że przez cały dzień wyglądają dobrze. Do kredki, mimo szczerych chęci, nie mogę się przekonać. Totalnie wyszłam z wprawy jest obsługi. Jednakże ma ona bardzo miękki i dobrze napigmentowany rysik. Łatwo się nim maluje, dobrze podkreślając i wypełniając brwi. Najlepszy efekt uzyskałam, gdy na koniec wyczesałam nadmiar pigmentu z włosków szczoteczką.
Rozświetlacza pod łuk brwiowy używałam rzadko. Zastępowałam go jasnym cieniem, ale ten w kredce bardzo przypadł mi do gustu. Oprócz rozświetlenia także delikatnie koryguję nim niedociągnięcia i nierówność moich łuków brwiowych. Towarzyszy mi w codziennym makijażu i myślę, że tak już zostanie.


pędzel - super kabuki
Pędzel Kabuki wykonany jest z najlepszego gatunkowo syntetycznego włosia, które jest ultra miękkie. Idealny do nakładania naszego podkładu mineralnego.
O pędzlu Super Kabuki pisałam Wam w moim pierwszym wpisie na temat kosmetyków Lily Lolo - Lily Lolo - kosmetyki mineralne i akcesoria , więc nie będę się powtarzać w tym poście. Jest super i już!


Dodatkowo dobrałam sobie także próbki: dwa bronzery, jeden róż i jeden rozświetlacz, które jak na razie są w woreczkach foliowych. Gdy skończę swoje zapasy z chęcią przetestuję i je.

Ponownie jestem zadowolona z zamówienia na Lily Lolo. Oczywiście mam już chrapkę na kolejne kosmetyki, które mam nadzieję, będę miała okazję przetestować.

Dziewczyny, chciałabym Was bardzo poprosić o głosy na mojego bloga w plebiscycie Beauty Blog 2018.
Ślemy SMS-y o treści TYP.BB.20 na numer 72480.
♡ ♡ ♡  Dziękuję!  ♡ ♡ ♡
 

Znacie markę Lily Lolo? Lubicie ich kolorówkę? Który z kosmetyków najbardziej Was interesuje?
Czytaj dalej »

Dermedic, krem-żel ultranawilżający, emulsja do kąpieli emoliacyjnych i lekki balsam do ciała

Markę Dermedic znam już od jakiegoś czasu. Wcześniejszą recenzję kosmetyków tej firmy możecie przeczytać w poście Dermedic, masło dla dzieci, antybakteryjny żel i serum do włosów. Dziś przygotowałam dla Was kolejny opis moich spostrzeżeń, ale już na temat trzech innych produktów. Zapraszam!

krem-żel ultranawilżający 
Zapewnia intensywne, dogłębne i długotrwałe nawilżenie odczuwalne przez 48 godzin po zastosowaniu.  Uzupełnia niedobory wody w skórze i ogranicza jej transepidermalną utratę (TEWL). Wzmacnia i regeneruje skórę. Do każdego rodzaju skóry wymagającej nawilżenia. Lekka, nietłusta, kremowo-żelowa konsystencja. Doskonały pod makijaż. Nie zatyka porów.


Składniki aktywne: Woda termalna, Kwas hialuronowy, AqualareTM, Mocznik-UREA, Gliceryna, Dub Diol, Betaina, Phytosqualan – Skwalan, Witamina E
Krem-żel otrzymałam w uroczym, niebieskim kartoniku wewnątrz którego był masywny słoiczek z przezroczystego szkła i białą zakrętką. Nie jestem fanką grzebania palcami w kosmetykach, tym bardziej tych do twarzy. Zarazki się roznoszą, a jednak nakładam później produkt na twarz. Jego kolor jest przepiękny. Cudownie błękitny, niczym niebo w ciepły, letni dzień. Zapach ma także miły dla nosa, przypominający moje wakacje nad morzem.  Jego konsystencja jest naprawdę bardzo lekka (bardziej w kategorii żel-krem niż odwrotnie), przez co jest też ogromnie wydajny. Niewielka ilość wystarczy, aby nakremować całą twarz. Wchłania się szybciutko, pozostawiając skórę gładką, prawie jak pupa niemowlaka. Jednak ochy i achy nie przyćmią tego, co w nim najważniejsze. 
Jak wiecie, moja cera jest tłusta i łatwo ją zapchać. Mimo to wybrałam ten krem, który w gruncie rzeczy jest do cery wyjątkowo wysuszonej, bo przeczytałam co jest tak wyraźnie napisane: Nie zatyka porów. Pomyślałam: świetnie, uwielbiam takie żelowe kremy, do tego nie zapycha porów - biorę! No cóż... Zdziwienie przyszło kilka dni później, kiedy po dwóch czy trzech aplikacjach, rano zobaczyłam mocny stan zapalny na twarzy. Nie był on rozległe. Dokładnie taki sam, jak wtedy, gdy inny kosmetyk mnie zapcha i robią się podskórne, bolące gule. Odstawiłam na kilka dni krem i wszystko wróciło do normy. Postanowiłam dokładnie sprawdzić czy to aby na pewno od tego produktu i ponownie zaaplikowałam go na twarz. Kilka dni później kolejna niespodzianka. Miałam jeszcze jedną taką próbę, po czym zrezygnowałam z niego, na rzecz kremów typowo do mojej cery. Pomimo fajnego nawilżenia, nie dam mu kolejnej szansy, tym bardziej teraz, gdy piszę tego posta, skóra łuszczy mi się od kwasów. Oczywiście, jeśli Wy macie skórę wysuszoną, myślę że powinnyście dać mu szansę. Szczególną uwagę muszą zwrócić dziewczyny, które tak jak ja mają skłonność do łatwego zapychania i starannie dobierają swoje kosmetyki pielęgnacyjne.


Emulsja do kąpieli emoliacyjnych od 1. dnia życia 
Delikatnie myje, nie naruszając bariery lipidowej skóry. Działa przeciwzapalnie i przeciwświądowo. Wspomaga odnowę i przyspiesza proces gojenia uszkodzonego naskórka. Eliminuje uczucie dyskomfortu napiętej skóry, przywracając jej elastyczność. Poprawia kondycję nawet wyjątkowo suchej skóry. Nie zawiera mydła, parabenów, SLS, substancji zapachowych i barwników. Hypoalergiczna.
Składniki aktywne: Olej lniany z zawartymi w nim NNKT Omega 3, Omega 6, Omega 9, Olej mineralny, Alantoina, Witamina E, Gliceryna, Natural Extract AP, Kwas hialuronowy, Mocznik
Emulsja zamknięta jest w 200 ml butelce z bardzo przyjemną szatą graficzną i cudownym krokodylkiem w kole ratunkowym. Zamknięcie ma typu press. Zapach ma bardzo neutralny dla nosa z pewnością przez brak substancji zapachowych, natomiast w konsystencji bardzo dobrze wyczuwalny jest olej. Należę do grupy osób, które olej lniany lubią i cenią, z wyjątkiem jego aplikowania na twarz. Natomiast mając na myśli emusję, nie wiedziałam, że będzie ona aż tak tłusta.  Naprawdę dobrze wpływa na skórę dziecka oraz osoby dorosłej, bo także ją przetestowałam. To co mi przeszkadzało, może nie tyle u Martynki, co u mnie to, że zostawia tłustą warstwę. Z jednej strony może to stanowić pozytyw - nie musiałabym stosować po kąpieli balsamu, z jednak z drugiej strony może być to przyczyna dyskomfortu wielu osób. Co więcej, kąpiąc Martynkę w wannie muszę liczyć się z tym, że później czeka mnie dokładne jej mycie, bo to tłusta warstwa osiada się także na niej i jest dobrze zauważalna. 
Wracając do tego, jak emulsja wpływa na skórę mojego dziecka. Idealnie zauważyłam to chociażby nad morzem. Wiadomo, jak to dzieci. Lubią przebywać zarówno w wodzie, jak i bawić się na plaży, gdzie nie łatwo o jakieś otwarcia, szczególnie wrażliwej skóry niemowlaków. Tak też stało się w naszym przypadku. Po kąpieli z użyciem tej emulsji i aplikacji balsamu, o którym opowiem Wam za chwilę, w mig wszystko wróciło do normy. Dlatego jestem w stanie zaakceptować tę tłustość, bo efekty są bardzo fajne.


Lekki balsam do ciała od 1. dnia życia 
Intensywnie nawilża skórę. Wygładza i zmiękcza skórę. Przyspiesza regenerację uszkodzonej tkanki. Eliminuje uczucie dyskomfortu napiętej skóry poprawiając jej elastyczność. Hypoalergiczny
Składniki aktywne: Olej lniany z zawartymi w nim NNKT Omega 3, Omega 6, Omega 9, Alantoina, D-Panthenol, Gliceryna, Masło Shea, Witamina E, Ekstrakt z jęczmienia, Olej arganowy
Już na początku Wam powiem, że balsam to mój mały hit! Znajduje się w butelce 205 gramowej, ecosolution z pompką, dzięki której w 100% zachowana jest higiena. Szata graficzna jest identyczna, jak w przypadku emulsji. No może z małym wyjątkiem - tutaj jest hipcio. Balsam jest koloru białego, o naprawdę lekkiej konsystencji i cudownym zapachu - identyczny do masła, o którym pisałam Wam w poprzednim poście z kosmetykami Dermedic. Balsam w objętości ziarna fasoli pozwala na dokładne rozsmarowanie na całej ręce dorosłej osoby. Wchłania się bardzo szybko pozostawiając skórę nawilżoną, ale nie tłustą. 
Świetnie wpływa na przeróżne otarcia, szczególnie u niemowlaków. Skórę regeneruje szybko, przy tym nie powodując żadnych skutków ubocznych w postaci pieczenia czy szczypania. Uważam, że ten kosmetyk należy mieć przy sobie zawsze. Nie tylko w domu, ale przede wszystkim na wyjazdach czy spacerach.

Dziewczyny, chciałabym Was bardzo poprosić o głosy na mojego bloga w plebiscycie Beauty Blog 2018.
Ślemy SMS-y o treści TYP.BB.20 na numer 72480.
♡ ♡ ♡  Dziękuję!  ♡ ♡ ♡
 

Znacie kosmetyki Dermedic, które dziś Wam przedstawiłam? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?

Czytaj dalej »

Vabun, perfumy i kosmetyki dla kobiet i mężczyzn

Cześć Dziewczyny!
Każda z nas lubi otaczać się ładnymi zapachami. Podobnie jest z naszymi mężczyznami. Dzięki temu wszyscy czujemy się bardziej zadbani i atrakcyjni. Dobrze dobrany zapach sprawia, że w łatwy sposób możemy poprawić sobie humor. Z tego względu dziś przedstawię Wam swoją opinię na temat marki VADUM i jej produktów.

Vabun for Lady. No.5 
Perfumy Vabun for Lady. No.5 są dla kobiet, które lubią czuć się kobieco, elegancko, wiedzą co chcą osiągnąć w życiu. Nie są to perfumy na codzienne wyjścia, lecz na szczególne okazje. Cechą charakterystyczną Vabun No5 jest świeży, bardzo zmysłowy zapach, który utrzymuje się na skórze przez długi czas. Połączenie akcentów kwiatowych z drzewnymi to mieszanka godna prawdziwej gwiazdy. Woń jest bardzo intensywna, wyrazista, i przede wszystkim długo wyczuwalna. Takie perfumy idealnie nadają się na wyjścia, ale miło jest czuć je na sobie również każdego dnia. Ich zapach doda każdej kobiecie pewności siebie. Przyciągają do siebie swoim zapachem – subtelnym, wyczuwalnym, ale nie nachalnym.

Typ: kwiatowo-drzewny.
Nuta głowy: bergamotka, liczi.
Nuta serca: drzewo różane, róża.
Nuta bazy: kamelia, nuty drzewne.
Uwielbiam róż. Nie znajdziecie go w mojej garderobie w ogromnych ilościach, ani też makijażach, ale ten kolor lubię zarówno w ulubionych kwiatach, ścianach pokoju czy szablonie. Mam także 15 miesięczną córeczkę, więc to naturalne, że róż i wszystkie jego odcienie towarzyszą mi na co dzień. Nic dziwnego, że już na pierwszy rzut oka bardzo spodobał mi się kartonik tych perfum. Po jego otwarciu zobaczyłam prosty flakonik, bez jakichkolwiek zbędnych udziwnień. Zdecydowanie mogę go zaliczyć do kategorii eleganckie perfumy, ale o ile w kwestii koloru czy flakonu łatwo mnie zadowolić, o tyle w aromatach zawsze jestem wybredna. Mam swoich ulubieńców i każdy inny perfum do nich porównuję.
Vabun for Lady. No.5 dla mojego nosa jest troszkę zbyt orientalny i ciężki. Pamiętam, że na początku bardzo mi się spodobał, jednak z czasem, gdy mocniej się w niego wczułam, zdałam sobie sprawę, że nie jest on dla mnie. Lubię delikatne nuty kwiatowe, które otulają mnie swoim zapachem, a ten zdecydowanie przytłacza. Myślę, że lepiej odnajdą się w nim starsze kobiety niż ja. Będzie świetnym zapachem dla typowej bizneswoman.
Jeśli chodzi o jego trwałość, to po ok. 5-6 godzinach zaczyna słabnąć. Najpierw zapach znika ze skóry, a następnie z odzieży. Po tym czasie najlepiej go odświeżyć. Początkowo jest dość intensywny, ale stopniowo się ulatnia.


Vabun Sport 
Woda perfumowana Vabun Sport kusi zmysły i dodaje energii do działania. Nie pozwala o sobie zapomnieć. W perfumach przeplatają się nuty kardamonu, drzewa sandałowego, piżma oraz ambry. Perfumy Vabun Sport są stworzone dla aktywnych i energicznych mężczyzn. Zdecydowanie pasują do osób, które nie przestają podejmować kolejnych wyzwań i stawiać przed sobą kolejnych celów. Zapach bardzo długo utrzymuje się na ciele i ubraniu. Kusi zmysły i zachęca do aktywności.
W przypadku wersji dla mężczyzn bardzo podoba mi się flakon. Prosty, ale z charakterem. Takie lubię najbardziej.
Podobnie jak mnie, mojego męża ciężko zadowolić odpowiednim aromatem perfum. W perfumeriach podczas wybierania zapachu korzystamy z miliona testerów, aby znaleźć ten jedyny. Jednak Vabun Sport mojemu mężowi przypadł bardzo do gustu. Sam opis tych perfum idealnie oddaje D., więc nie ma co się dziwić, że ten zapach wpisał się w jego upodobania.
Na skórze utrzymuje się dłużej niż wersja kobieca, ale nie jest to jakiś dużo większy wynik.

Perfumowany żel Vabun Gold 
Żel pod prysznic dla mężczyzn, przeznaczony do codziennej pielęgnacji ciała. Idealny dla każdego rodzaju skóry, o zapachu truskawki, ananasa, jabłka, kminku, gałki muszkatołowej, piżma, jaśminu, cynamonu, cytrusów. Piękny, słodki aromat dodający pewności siebie. Zapach utrzymuje się jeszcze długo po kąpieli.

Produkt przetestowany dermatologicznie, pH przyjazne skórze.

Na koniec zostawiłam sobie, wg mnie, absolutny hit. Przeczytałam wiele recenzji tej marki i to zawsze żel zbierał najwięcej pochwał.
Ale zaczynając od początku. Na pierwszy rzut oka wydał mi się kosmetykiem dla kobiet. Złoto i  te sprawy... Moim zdaniem to typowo kobiecy design, jednakże miałam niespodziankę bo to żel dla mężczyzn i oczywiście oddałam go mężowi do testów.
Żel ma przyjemną konsystencję, łatwo się pieni i dobrze czyści. Jego największym atutem jest oczywiście zapach! Mega męski, utrzymujący się na ciele, naprawdę długo po kąpieli. Wpływa na zmysły także kobiet.
Oczywiście, nigdy nie umiem powiedzieć co w nim wyczuwam, ale dla mnie ze wszystkich żeli jakie mój mąż przetestował to numer 1! Nie chodzi tutaj tylko o przepiękny aromat, ale także to jak długo można go wyczuć.

Kosmetyki marki Vabun pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie jestem ogromną fanką pana Majdana, jednak myślę, że zapachy jego perfum czy żeli usatysfakcjonują nie jednego mężczyznę czy kobietę.

Znacie markę Vabun? Używałyście kiedyś tych kosmetyków? Który najbardziej przypadł Wam do gustu? 
Czytaj dalej »

Jak przedłużam swoje paznokcie lakierem hybrydowym BASE EXTRA COVER do NeoNail

Cześć Dziewczyny! 
Założę się, że nie jednej z Was zdarzyła się sytuacja, gdy przed ważnym wydarzeniem złamałyście paznokcia. Na szczęście NeoNail stworzył genialny lakier hybrydowy BASE EXTRA COVER, o którym dziś Wam troszkę opowiem i pokażę jak ja przedłużam swoje pazurki.
Baza znajduje się w buteleczce, która z zewnątrz nie różni się bardzo od pozostałych lakierów hybrydowych. Widnieje na niej wyraźny napis EXTRA BASE. Na górze zakrętki pędzelka również znajduje się taka informacja, dzięki czemu łatwo znaleźć ją pośród innych hybryd.
To, co zdecydowanie wyróżnią ją pośród innych produktów NeoNail to pędzelek. Jest on naprawdę krótki i prosto ścięty. 
Widoczną różnicę można zauważyć także w konsystencji. BASE EXTRA COVER jest naprawdę gęstym produktem, o pięknym kryjącym kolorze. Mi pracuje się z nim bardzo dobrze i używam go w dwojaki sposób. Pierwszy to oczywiście przedłużenie naturalnego paznokcia nawet o 7 mm. Szczerze mówiąc podeszłam do tego nieco sceptycznie. Dawniej żadna baza hybrydowa nie była w stanie mi to zapewnić. Spisywał się jedynie żel, z którym jak wiadomo, później podczas ściągania bywa sporo pracy, więc pomocna jest frezarka. Nowa baza od NeoNail okazała się być idealną, o czym powiem Wam dokładniej, gdy opiszę mój schemat.
Drugi sposób to wzmocnienie naturalnych paznokci. Obecnie jestem w trakcie noszenia krótkich kwadratów (o tym dlaczego tak zdecydowałam napiszę Wam osobny post). U mnie zawsze, powtarzam ZAWSZE, w tym kształcie lakier hybrydowy wytrzymywał tydzień, czasami nieco dłużej. Teraz, gdy piszę ten wpis mijają trzy tygodnie, a manicure mam wciąż ten sam, bez żadnej zmiany i przede wszystkim nic nie odkleja się od wolnego brzegu. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym dokładnie i rzetelnie tego nie przetestowała, dlatego:
  • na lewej ręce mam na przygotowaną płytkę nałożoną BASE EXTRA COVER + lakier hybrydowy w kryjącym kolorze
  • na prawej ręcę (z wyjątkiem palca wskazującego) na przygotowaną płytkę nałożyłam HARD BASE + BASE EXTRA COVER + lakier hybrydowy w kryjącym kolorze
  • na paznokcia palca wskazującego na przygotowaną płytkę nałożyłam HARD BASE + BASE EXTRA COVER + MILKY FRENCH, który jest średnio kryjący, ale doskonale pokazuje czy nie pojawiły się jakiekolwiek zapowietrzenia. 
Po trzech tygodniach mogę Wam opowiedzieć o swoich wnioskach. Jeśli zmagacie się z odklejaniem masy hybrydowej, ale nie chcecie przedłużać swoich paznokci to EXTRA BASE COVER będzie dla Was idealnym rozwiązaniem. Z moimi paznokciami współpracuje zarówno bez HARD BASE, jak i z nią. Dodatkowo mogę Was zapewnić, że nie musicie budować wysokich krzywych C, aby paznokcie były mega wzmocnione. Jak wiecie, moje pazurki, chociaż nie jakieś bardzo giętkie, to jednak są nadal delikatne. Poświęciłam jednego, aby dodatkowo sprawdzić czy ilość nałożonej bazy EXTRA BASE COVER ma znaczenie. Paznokieć palca środkowego lewej ręki to tylko dwie, naprawdę cienkie warstwy, a jest on twardy. Faktycznie, gdy biorę dłuższą kąpiel odczuwam, że staje się on bardziej miękki, jednak nie na tyle, abym mogła go mocno zgiąć. Podobnie jest z paznokciem palca wskazującego, gdzie dodatkowo nałożyłam HARD BASE. Paznokieć ten jest dość mocno narażony na działanie różnych czynników, powodujących, że lakier hybrydowy bardzo zwinnie się od niego odklejał. Teraz, gdy mam HARD BASE + BASE EXTRA COVER nie zauważyłam ani jednego zapowietrzenia, podobnie jak na pozostałych dziewięciu. 
Na plus przemawia także fakt, że jest całkowicie rozpuszczalny w acetonie. Nie jestem zwolennikiem tego typu ściągania lakierów, ale musiałam to sprawdzić, ponieważ robiąc zdjęcia (w bardzo pochmurny dzień) pędzelek się utwardził od promieni UV. Troszkę się zdenerwowałam, bo uważałam, że to promieniowanie nie jest aż tak silne, co okazało się błędem i dało mi sporo do myślenia. Wróciłam do domu i na wacik kosmetyczny nalałam odrobinę acetonu, a następnie zawinęłam w folię aluminiową. Po 15 minutach, gdy wszystko zdjęłam pędzelek był ponownie w świetnej formie. Jeśli Wy nie czujecie się spiłowywaniu masy pilniczkiem, śmiało możecie wszystko odmoczyć. 

jak przedłużam swoje paznokcie lakierem hybrydowym base extra cover

  1. Zaczynam tradycyjnie. Spiłowuję wcześniejszy lakier hybrydowy i opracowuję paznokcia. 
  2. Podkładam szablon. Te, które widzicie na zdjęciu są okropnej jakości i strasznie źle się na nich pracuje, ale miałam tylko takie pod ręką.
  3. Pierwszą warstwę BASE EXTRA COVER nakładam tylko na naturalną płytkę. Całość utwardzam w lampie LED 48 W przez 60 s. 
  4. Drugą warstwę przeciągam już na szablon, dzięki czemu powstanie dodatkowe wzmocnienie. Całość utwardzam w lampie LED 48 W przez 60 s. 
  5. Tutaj mogę wybrać dwie opcję: pierwsza to usunięcie szablonu i nałożenie trzeciej warstwy już bez niego; druga to zbudowanie krzywej C, gdy wciąż jest podklejony szablon. Szczerze mówiąc wolę drugi sposób. Całość utwardzam w lampie LED 48 W przez 60 s. 
  6. Odklejam szablon, a paznokieć z góry i z dołu przecieram cleanerem. Następnie pilniczkami 100/180 opracowuje końcowy kształt paznokcia. 
Jak widzicie BASE EXTRA COVER ma przepiękny kolor, dzięki czemu można nim co nieco zamaskować. Moim zdaniem jest fajną bazą pod BabyBoomer, do którego wzdycham od dłuższego czasu, ale w końcu na pewno się skuszę oraz tradycyjnego frencha. Taki przedłużony paznokieć jest twardy i odporny na przeróżne uszkodzenia mechaniczne, więc nie ma obawy o złamanie nawet u tych z Was, które prowadzą intensywny tryb życia. 
BASE EXTRA COVER i moje paznokcie stworzyły fajny duet, dzięki któremu wiem, że nic im nie grozi i przede wszystkim, nie zawiezie mnie w najmniej oczekiwanej chwili, tak jak to było z bazą innej marki, która postanowiła się zbuntować i chwilę przed Chrztem Martynki się odkleić. 
Moje paznokcie po trzech tygodniach, pomimo odrostu, nadal wyglądają idealnie. 

Znacie BASE EXTRA COVER? Lubicie takie bazy hybrydowe czy pozostajecie przy tradycyjnych?
Czytaj dalej »

Marsylskie, Secrets de Provence, szampon w proszku, mydło do golenia i żel pod prysznic

Cześć Dziewczyny!
Już jakiś czas temu dotarła do mnie paczka ze sklepu Marsylskie.pl a w niej trzy kosmetyki, którymi byłam bardzo zainteresowana. Dziś przyszedł ten moment, abym Wam je pokazała i opowiedziała parę słów. Jeśli jesteście zainteresowane, zapraszam na wpis!


szampon w proszku dla włosów przetłuszczających się 
Niesłychanie praktyczny szampon w proszku niezastąpiony w podróży, na wakacjach, na siłowni. Zabierasz tyle saszetek, na ile masz ochotę! Zawiera mączkę owsianą oraz glinkę i cynk,by zredukować przetłuszczanie się i dla nadania włosom objętości i miękkości.

Łatwy w użyciu: wysyp w zagłębienie dłoni, nałóż na mokre włosy. Pocieraj,by wytworzyła się piana, następnie spłucz.

- redukuje zużycie wody,
- zmniejsza zużycie energii,
- ekologiczne opakowanie pozwala na zmniejszenie ilości odpadów,
- praktyczny w czasie transportu i podróży

Posiada certyfikat ECOCERT Greenlife i jest wytwarzany wyłącznie ze składników ekologicznych i naturalnych. Nie powoduje alergii.

Nie posiada konserwantów, silikonów oraz SLSów!
SKŁAD: Disodium lauryl sulfosuccinate, Illite, Avena Sativa Kernel Flour*, Parfum(fragrance), Hydrolyzed wheat protein, Zinc PCA, Limonene, Eugenol, Citral
*składniki pochodzące z ekologicznych upraw
Szczerze mówiąc po raz pierwszy miałam okazję poznać szampon w proszku. Od kiedy pamiętam stosuję to w płynie, ale raz miałam też kostkę, która nie sprawdziła się u mnie aż tak super. Jeszcze Wam o niej nie pisałam. Mam nadzieję, że wkrótce to zrobię.
Szampon to 12 saszetek. Bardzo podoba mi się szata graficzna wszystkich kosmetyków, które Wam zaprezentuje. Rysunkowa, zabawna, idealna na poprawę nastroju. W każdej saszetce znajduje się identyczny bardzo jasny pastelowo-miętowy proszek. W zapachu przypomina nieco miętę. W swojej konsystencji jest z pogranicza pudru i proszku do prania.
Stosowałam go zgodnie z zaleceniami. Wsypałam w zagłębienie dłoni i nałożyłam na mokre włosy. Zawartość jednej saszetki była niewystarczająca, więc aby zrobiła się jakakolwiek piana na głowie i po spłukaniu było czuć, że włosy są umyte zużywałam dwie. Po umyciu włosów, o dziwo, przyjemnie się je spłukiwało. Oczekiwałam raczej efektu bardzo szorstkich i zaplątanych kosmyków. Zdziwiłam się, bo nic takiego u mnie nie wystąpiło. Po naturalnym wysuszeniu mogłam bez większego wyrywania, wyczesać swoje cieniutkie pasma.
Czy zauważyłam wpływ na przetłuszczanie się włosów? Niestety nie. Myje je średnio co dwa dni i tutaj nic się nie zmieniło. Myślę, że ciężko będzie mi znaleźć jakikolwiek szampon, który przedłuży ich świeżość. Przetłuszczanie się skóry głowy i, co za tym idzie, włosów ma swoje przyczyny w ogólnym stanie mojej skóry, a jak wiecie jest ona mocno tłusta. Myślę, że aby zahamować to zjawisko musiałabym wybrać się do lekarza, który to przepisałby mi środki na poprawę i uregulowanie wydzielania sebum, jednak uważam, że jest to temat na osobny post.


mydło do golenia dla kobiet 
Nowość w dziedzinie golenia: kostka - która tak jak mydło na bazie roślinnej z masłem karite bio i aloesem bio- pozwala na gładkie i łagodne golenie. Aplikować na wilgotną skórę do momentu wytworzenia delikatnej piany. Ergonomiczna kostka pozwala na wygodną aplikację.

Posiada certyfikat ECOCERT Greenlife i jest wytwarzany ze składników ekologicznych i naturalnych.

SKŁAD: disodium lauryl sulfosuccinate, cetearyl alcohol, triticum vulgare (wheat) starch*, glycerin**, hydrogenated castor oil, stearic acid, coco glucoside, cocamidopropyl betaine, butyrospermum parkii(shea) butter*, aqua (water), bentonite, aloe vera extract*, parfum(fragrance), cellulose gum, limonene, linalool
*składniki pochodzące z ekologicznych upraw
** wytworzone na bazie składników ekologicznych
Czasami, kiedy nie chce mi się sięgać po specjalistyczne żele do golenia dla kobiet wybieram mydło. Typowe mydło do tej czynności mam jednak po raz pierwszy. Podobnie do szamponu w proszku, zaintrygowało mnie i wiedziałam, że muszę je przetestować.
Mydło to tradycyjna, biało-kremowa kostka z bardzo ładnie widocznym napisem. Zapach jej jest neutralny dla nosa. Testuję ją od kwietnia, a jeszcze pozostało sporo ponad połowę, więc mogę uznać, że jest naprawdę wydajna.
Wilgotną skórę dobrze namydlam do momentu wytworzenia się piany. Później maszynką usuwam owłosienie i spłukuję wodą. Chyba z całej trójki to właśnie mydło najmniej przypadło mi do gustu. Nie zauważyłam żadnej różnicy pomiędzy nią, a innymi kostkami, które używałam, a nie są przeznaczone do golenia. Moja skóra także nie reaguje inaczej. Nadal jest przesuszona, więc muszę ją dokładnie nabalsamować lub nawilżyć. Sam zabieg golenia również nie przebiega w bardziej komfortowy sposób. W tej kwestii myślę, że jest to bardzo zbędny element pielęgnacji kobiet.


żel pod prysznic - mięta 
Ekologiczny żel pod prysznic Secrets de Provence do codziennego użytku dla całej rodziny w wygodnej ekonomicznej butli. Gliceryna roślinna - nadaje skórze miękkości. Zapach mięty - nadaje orzeźwienia i tonizuje. Na bazie wody z kwiatów pomarańczy BIO.

Posiada certyfikat ECOCERT Greenlife i jest wytwarzany ze składników ekologicznych i naturalnych. Nie powoduje alergii.

Nie zawiera parabenów, silikonów ani barwników! Wyprodukowano we Francji.

SKŁAD: aqua, citrus aurantium dulcis water*, amonium lauryl sulfate, cocamidopropylbetaine, decyl glucoside, glycerin**, sodium chloride, parfum, benzyl alcohol, cocoglucoside, glyceryl oleate, potassium sorbate, dehydroacetic acid, geraniol, limonene, linalool.
*składniki pochodzące z ekologicznych upraw
** wyprodukowane na bazie składników organicznych
Żel znajduje się w sporej, przezroczystej butelce zamykanej na klik. W swoim kolorze przypomina sok jabłkowy, ale zapach to mocna i intensywna mięta. Nie ma on nic wspólnego z tym aromatem, który jest w gumach do żucia czy pastach do zębów. Dla mnie to świeżo zerwane listki tej rośliny. Należy natomiast przyznać, że dla niektórych może on być zbyt intensywny i ciężki.
Pomimo swojego mocnego zapachu nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych żeli. Moja skóra jest przesuszona, więc potrzebuje sporego nawilżenia. W tym wypadku tego nie osiągnęłam, ani wspomnianej przez producenta miękkości. Czy zapach mięty dodaje orzeźwienia? To zależy od pory dnia, kiedy go używam. Podczas porannego prysznica naprawdę mocno budził i dodawał power'a. Jednakże wieczorem, kiedy potrzebuję już wyciszenia i relaksu, bardzo mnie drażnił, przez co miałam ochotę jak najszybciej skończyć kąpiel. 
Jeśli chodzi o jego właściwości myjące, nie mogę mu nic zarzucić. Dobrze zmywa całe zanieczyszczenia dla codziennego, przy czym lekko się pieni. Ważne jest także to, że w żaden sposób mnie nie podrażnił czy uczulił.

Mając do wyboru faworyta, zdecydowanie postawię na szampon w proszku. 12 saszetek to niewiele, biorąc pod uwagę, że na jedno umycie zużywam 2. Myjąc średnio 3-4 razy w tygodniu nie jest to wydajne przedsięwzięcie, ale lubię swoje włosy po zastosowaniu właśnie tego kosmetyku i z chęcią do niego niegdyś powrócę.

Znacie stronę Marsylskie.pl lub moich dzisiejszych bohaterów? Który z nich najbardziej Was ciekawi?
Czytaj dalej »